Ćwierk K. WIERSZE

8 LAT

Tak nieraz często wielu z nas przeklina,
Że taki w Polsce naszej kiepski ład,
Bo to się, proszę państwa zapomina,
Że to dopiero przecież osiem lat.

Niejeden w złości serce swe zasklepi
I widzi wokół tylko tysiąc wad,
A wszak gdzie indziej też nie bywa lepiej,
Choć tam niejedno przeszło osiem lat.

Więc dzisiaj w wielkiej uroczystej chwili,
Niech wiary w siły własne wzrośnie kwiat
Bo, mimo wszystko, dużośmy zrobili,
Chociaż dopiero mamy osiem lat.

A gdy idzie wiosna...

A gdy idzie wiosna
O cichej północy,
To błyszczące gwiazdy
Ma w swojej karocy.

A gdy idzie we dnie,
To się w słońcu mieni
I ma cudne włosy
Ze złotych promieni.

A tak lekko tańczy
Wśród leśnej polanki,
To się dla niej w wieńce
Zwijają sasanki.

A kiedy podąża
Wśród pól oziminy,
Ma suknię zieloną
Z traw i koniczyny.

A kiedy wód fale
Ramieniem otoczy,
To ma czoło z lilii
i błękitne oczy.

Zna ją każdy zagon,
Każdy gaj i miedza,
Jeno próg serc ludzkich
Tak rzadko odwiedza.

A witajcież

A witajcież, goście mili,
mili goście zza Brynicy!
- dla serc waszych nie istnieje
słup żelazny na granicy.

A witajcież! ... serdecznemi
pozdrawiamy was tu słowy,
uściśniemy wam dłoń bratnią,
boście, jak my lud piastowy.

A rozpatrzcie się w tej Polsce,
by nie kłamał wam oszczerca,
bo tu taka sama miłość,
takie same w piersiach serca,

takież budzi w nas kochanie
ta krwią zlana ziemia święta,
jakie w waszem sercu płonie,
Górnośląskie wy orlęta!

Antychryst

W prastarej księdze wśród pożółkłych kart,
Niby złowróżbnych błysków moc ognista,
Jest myśl, co mówi, że tu zejdzie czart
I będzie nosił imię Antychrysta.

* * *

Otwórzcie oczy ! Kto by dzisiaj spał
Tego przebudzą piekielne okowy.
Czyście słyszeli ten straszliwy strzał,
Głośny jak piorun, nikczemny... w tył głowy?

* * *

O, to nie tylko jeden więcej trup,
O którym można nie pamiętać z czasem.
Nam rękawicę rzucono do stóp
Z dzikim na wargach szatana grymasem.

* * *

I coś mi mówi z tych pożółkłych kart!
Choć myśl ich słowem oblekła się mglistem,
że teraz właśnie chce panować czart,
Którego księga zowie Antychrystem.

* * *

I coś mi mówi, że jest inna moc,
Co archaniołów dobywszy oręża,
Jak słońce, które wciąż pognębia noc,
W zaciętym boju szatana zwycięża.

Babie lato

Minęły lata pasterskich sielanek
I czułych spojrzeń na zielonej łące,
Przeminął już wiek anielskich bogdanek,
Co miały usta i serce gorące.

Ongi we wrześniu pracowały żarna
I ledwie w słońcu nitka się zabieli,
Wnet prababunia miła, gospodarna,
Wiedziała, że czas zasiąść przy kądzieli.

Dzisiaj pajęcza nić babiego lata
Inne nasuwa myśli nam do głowy
I cichych westchnień fala hen ulata,
Że pani pragnie mieć kostium zimowy.

Różnica w myśli i różnica w czynach;
Wiek nasz zwyczajem prababek pomiata,
Miast o kądzieli, marzy o selskinach,
Więc smutny jestem w dniach babiego lata.

Bądź zdrów, Stary Roku

Kiedy wskazówka całą zmierzy tarczę
I głos dwunastej przerwie nocy ciszę,
Odejdziesz w wieczność, niewidoczny starcze,
Czas wyrok śmierci na ciebie podpisze.

Nad twoją trumną w mroźną noc Sylwestra
Zabłysną w tłumie z kryształu puchary,
Tryumfem zagrzmi szalona orkiestra
I w skocznym tańcu sunąć będą pary.

Rok temu tobie wyprawiano gody
i pito beczki win jednym haustem,
Lecz, mimo życzeń, przyniosłeś zawody,
Byłeś po prostu zwyczajnym oszustem.

Gdy północ ujrzym na zegara tarczy,
Nadzieją Nowy Rok w serca zapuka.
Lecz i on zamrze też na uwiąd starczy
I, jak ty, w końcu także nas oszuka.

Bez idei

Niby wilków stado,
Wyjące wśród śnieżnej zamieci,
Pędzim na oślep bezładną gromadą
Z krwią nabiegłymi oczyma.
Ani nam gwiazda przewodnia nie świeci,
Ani nas przepaść w drodze nie zatrzyma.
Oślepli piekłem własnych chuci,
Najbliższych pożądań mocą rozczepieni,
Z pęt obowiązku i sumień wyzuci,
Żyjem jak drzewa bez korzeni,
Jak puch, co z wichrami lata,
Jak obłąkaniec przez godzinę szału,
Gdy mu jest wrogiem zwykła jego szata.
_______________________________

Bez jutra, bez zapału,
Bez wielkich, a świętych nadziei,
Bez ideału.
_______________________________

Lecz i w tej dzikiej, niebezpiecznej kniei
Można się podnieść i uciec od błota,
I w rolę plenną zamienić kałuże.
_______________________________

Jest jeszcze wzgórze....
Golgota.

Bieg okrężny

Choćbyś spokoju swego wiecznie strzegł,
Bez trudu smaczne zdobywając fety,
Zawsze cię przecie czeka jakiś bieg,
Zawsze do jakiejś musisz zdążać mety.

Rzadko czar nagród jest wysiłku wart,
Rzadko kto zowie się Loth, albo Kuchar...
Ci zdobywają dyplom z gładkich kart,
Żetonów rzędy, albo srebrny puchar.

Częściej ktoś sercem się człowieczem wściekł
I wnet dla wdzięków niewieścich niestety,
Urządza dziki, nieprzytomny bieg,
Żałując później, że doszedł do mety.

Źrenica świeci z poza ciemnych rzęs,
Gdy zawodnicy od nocy do świtów
Biegną by zdobyć albo chleba kęs,
Albo błyszczące uroki zaszczytów.

Biegnij! A ciałem swem jak kulą strzel.
Pędź, jakbyś siłę miał skrzydeł anielich!
Osiągnąć w biegu raz obrany cel
Większą nagrodą jest, niż srebrny kielich.

Bzy kwitną

Bzy już zakwitły, lecz nie w mem ogrodzie,
co legł samotny na wysokiej skale.
Kwiat się nie rodzi hen, gdzieś w górskim chłodzie
gdzie całun śnieżny rozrósł się wspaniale.

Pono w nizinach wiosna jest królową:
Ziemię pokryła szmaragdowa chusta...
Gdzieś, ktoś miłości szepce cudne słowo
i uśmiech stroi purpurowe usta.

Pono tam słońce co dnia kąpie ziemię
w potoku blasków tęczowych nadziei,
pono z serc spadło łez niestartych brzemię
i nie masz grzmotów ni śnieżnych zawiei

Pono bzy kwitną pachnące, wspaniałe...
Czemuż nie rosną hen, w podniebnym chłodzie?!
Ja jednak kocham swą odludną skałę,
chociaż bzy kwitną nie w moim ogrodzie,

Chrystus zmartwychwstaje

Mroźnych się wichrów przerwały podmuchy,
śniegowa wydma, jak przykry sen, taje.
Precz odrzuciwszy grobu kamień kruchy,

Chrystus zmartwychwstaje.

Słońca promienne, złotem lśniące włócznie
biegną z błękitów oświetlać rozstaje.
ludzkość wiosenne czary wita hucznie...

Chrystus zmartwychwstaje.

Zwycięstwo Prawdy bije w serca ślepych,
kiedy do walki z mrozem kłamstwa staje
i gdy roztacza wszechmiłości przepych.

Chrystus zmartwychwstaje.

Wieczna to walka! Choć zło się rozpleni
i mrozem zetnie szemrzące ruczaje,
wierzmy, że przecie wśród złotych promieni

Chrystus zmartwychwstaje.

Czas

Wstrzymaj wskazówki swe zegarze!
Czemu się śpieszysz, na co, po co?
Niby radosne widzę twarze,
Niby się skry w oczach złocą
I parkiet błyska
Na redutowe igrzyska
i tak się wszystko niby cieszy,
A przecież zegar nazbyt śpieszy.
_______________________________

Dosiego roku, powiesz głośno
O Sylwestrowej tej północy,
Choć w sercu chowasz myśl nieznośną,
Żeś jest, jak kamień rzucon z procy,
Co leci w przestrzeń hen, bezradnie
I nie wie gdzie i kiedy padnie.
_______________________________

Wszak w każdą noc bije dwunasta,
Lecz przecie tylko raz do roku
Strach dziwny w piersiach nam wyrasta
I promień jeden gaśnie w oku,
i los nasz zda się jest nietrwały
I nagle minął aż rok cały.
_______________________________

Bo kiedy ziarnka drobne, nikłe
Sypiesz nieznacznie i codziennie,
To jest zdarzenie życia zwykłe,
Szare, drobniutkie i niezmienne.
I zdaje ci się, nic nie znaczy
Ziarnko do ziarnka gdy przystawa,
Że forma myśli się nie paczy,
Że jeden dzień na żart zakrawa.
Lecz kiedy spojrzysz poza siebie,
Ziarnek się zbierze przeszło trzysta,
I gdy się w przeszłość wzrok zagrzebie,
A przyszłość znowu wiecznie mglista,
To dreszcz zatrzęsie zimny tobą,
Bo znowu minął rok, jak głosy,
Co tchną weselem i żałobą
I rzucą biały szron na włosy,
I bruzdy ciemne na twarz rzucą...
Przejdą, przeminą i nie wrócą.
_______________________________

Trzysta sześćdziesiąt pięć ziarn razem,
To dużo, dużo, bardzo dużo,
Kawału życia są obrazem.
Krople się deszczu stały burzą,
Słowa drobniutkie - poematem,
Gwiazdki bezkresnym są wszechświatem.
A gdy wybije ci dwunasta,
Rok w oczach w wieczność ci urasta,
Choćby ci zmarszczki nie wyżłobił.
Rok mija, a coś w nim zrobił?
_______________________________

Północ! Zegar bije, jak zwykle
Godzin równych jednakie cykle,
Lecz choć się w źrenicach skry złocą,
Choć na parkietach świat się cieszy,
Wolałbym wiecznie być przed tą północą
_______________________________

Zegar tak strasznie dziś się śpieszy.

Czemu?

Gdy w dzień wigilii zasiądziesz przy stole,
Przedziwnie słodko i poczciwie marzysz.
I rzewną radość siada ci na czole,
Czyś jest kolega, druh, albo towarzysz.

Czemże są gwary politycznych sprzeczek,
Kiedy opłatka ujrzysz śnieżne brzegi?
Miłe są blaski na choince świeczek
Równie dla druha, jak i dla kolegi.

i nie wiem czemu nie szczędząc mozołu,
Przed i po świętach z innymi się swarzysz?
Czemu gdy wstaniesz po uczcie od stołu
Nie człowiek jesteś, lecz druh lub towarzysz?

Czyj Śląsk?

Wszedł na mównicę ... ustały rozmowy.
Ognistym wzrokiem obrzucił słuchaczy...
Dokoła Niemców podniesione głowy.
Mówi - a każde słowo ruchem znaczy.

"- My, my jesteśmy tej ziemicy solą,
my tu wznieśliśmy wielki gmach kultury.
naszą to pracą i naszą niedolą,
wyrosły owe fabryk dumne mury.

Śląsk zbudowany przez niemieckie mózgi,
życie bogactwom dało nasze ramię,
nasze rządziło tu prawo i ... rózgi.
Masz więc ze Śląska zniknąć pruskie znamię?"

A górnik polski kopie węgiel czarny,
za swe zasługi nie pożąda sławy.
O, jakże byłby rozum Niemców marny,
gdyby nie jego mięśnie i pot krwawy.

Dla niego...

Dla niego moda zmienia gust,
Dla niego promień lśni źrenicy,
Dla niego karmin słodkich ust.,
Dla niego uśmiech anielicy.

Dla niego w żyłach kipi krew,
Bo jego sługą piękny Eros.
Dla niego ktoś tam czerni brew,
Dla niego woń róż i tuberoz.

Dla niego sleeping, fotel, plusz,
Dla niego przedział... pierwsza klasa
I kryształ pełnych wina kruż,
Dla niego dżokej konno hasa.

Widok natury górskiej cud
I koncertantów słodkie trele
I zagraniczne źródła wód,
Dla niego morze i kąpiele.

Dla niego stolik.. talia kart,
W orgiach szampana pełna czara.
Dla niego czasem śpiewa bard.
Dla niego wszystko... dla dolara.

Drogi życia

Gdy się myśl młoda w marzeniach rozpręży,
Pijąc nektary złud z tęczowej czaszy,
Wylata wtedy na gwiazdy i księżyc.
I to jest pierwsza droga w życiu naszem.

Potem na inne tory życie skręca,
Że tylko z sercem ma słodką zażyłość,
Kwiatem nadziei radosnej uświeca
Każdy sen złoty. To się zowie miłość.

Wraz znowu nowym szlakiem trzeba dążyć,
Który usłany jest w ostre krzemienie,
Gdzie wąż podpełza, stado kruków krąży:
Walka o jutro, o byt, o istnienie.

W końcu zmęczony, nim się opamiętasz,
Choć się twych pragnień nie rozplącze matnia,
Polna cię ścieżka prowadzi na cmentarz.
A to jest droga czwarta i --- ostatnia.

Górny Śląsk

Diabli wzięli gdzieś ideje
i szlachetnych uczuć wizg,
inny dzisiaj już wiatr wieje
gdy ententa czuje zysk.

niech w niewoli żyją ludy,
bo interes ma w tem lord ...
górnośląskie kopać rudy,
to zyskowny pono sport.

Aljanckie rządzą draby,
a jak rządzą, Boże zbaw,
dla nich węgiel ma powaby,
a nie słuszność ludzkich praw

Nie pomogą i Bertramy,
Watykanu gładki ton,
bo my Śląska nie oddamy,
a krzykniemy Niemcom - won!

Jesienne rymy

Na ziemi ściele się już dym
I słońce dosyć późno wstaje:
Trzeba jesienny sklecić rym,
Takie już moje obyczaje...

Na zimę czas wziąć z lasu chrust
Liść na topoli się czerwieni,
Zmarszczkem koło mych spostrzegł ust.
Więc widać nadszedł czas jesieni.

Ptaków przelotnych umilkł głos,
Minął wiosenny szał uniesień...
W czupryniem znalazł siwy włos,
Nic nie pomoże, idzie jesień.

Lecz się natury zmieni los,
Wiosna na zawsze pól nie rzuci,
Jeno zostanie siwy włos
I to, co było, już nie wróci...

Jesień

Nad ziemią dym się ciężki kłębi,
Liść na topoli się czerwieni,
Zmarszczkę na czole czas pogłębia,
Więc się ma widać ku jesieni.

Chmur się zwieszają smętne grzywy,
Miną wiosenny szał uniesień,
W czupryniem znalazł kosmyk siwy...
Nic nie pomoże... idzie jesień.

Lecz wiosna przyjdzie znów na niwę,
Na zawsze lasów, pól nie rzuci.
Tylko zostaną włosy siwe
I to, co było już nie wróci.

Już czas!

Już czas uderzyć z mocą w dzwon,
by przerwać sen narodu!
Już czas, by dzisiaj w wielki dzień
przestał być bryłą lodu.

Wszak tam o miedzę czeka lud,
nadzieją płoną lica,
że do Macierzy wróci Śląsk,
Piastowska ta ziemica.

Wczoraj ze wschodu stado mknąc,
w drodze się wraz rozprysło
o bohaterów twardą pierś...
i stał się cud nad Wisłą.

Dziś niech goreją serca znów,
niech tamę lodu podrą -
niech pragnień będzie jeden cel,
by stał się cud nad Odrą.

Kwiaty

Na ulicy kobieta zwiędła
Sprzedaje kwiatów bukiety.
Ostatnią nitkę marzeń wyprzędła.
Nieszczęśliwe są czasem kobiety.

Kiedyś, już dawno, w oczach zapewne
Miała fiołki, a nie w ręku.
Dziś w kupujących twarze gniewne
Patrzy samotna, pełna lęku.

Ma suknie stare, ubogie
I ręce żółte, choć co dzień kąpie...
A kwiaty są bardzo drogie,
A ludzie tacy skąpi...

Kwiat dla nich to nowa podnieta,
Do uciech wielkiego pęku.

A smutna jest taka kobieta,
Co ma fiołki nie w oczach, lecz w ręku.

List do przyjaciela

Sny twórców wzniosłych, sny poetów wieszcze
Oblokły Polskę w królów gronostaje,
A gdy cię dzisiaj nędza chwyta w kleszcze,
To, przyjacielu, siły ci nie staje,
Aby uwierzyć, że królewskość taka
Owoców ziemi darmo nie rozdaje
Za to, żeś mianem obdarzon Polaka,
Żeś w walce krwawił poprzez obce kraje.

Jeśliś miłował Ojczyznę w niewoli,
Chociaż groziły ci więzienne kraty,
Jeśliś wygodnej wyrzekał się doli
Po to, by dzisiaj zażądać zapłaty.
Po to, by mogły w Polsce rdzą zajść pługi,
Bo ty wysiłku swoich mięśni nie dasz,
To fałszem były twe dawne zasługi,
Któreś Ojczyźnie wystawił na sprzedaż.

Jeśli dziś rozbrat wziął z potężnym czynem,
Patrząc w twarz Polski okiem niemal wrażem,
Toś nie jest teraz jej najlepszym synem,
Ale swej dawnej miłości handlarzem

Maj

Ptaszęce chóry, najpiękniejsze z harf
Co dnia zwiastują wielkie wiosny święto.
Maj niesie w słońcu kwiatom tęczę barw
Z twarzą promienną, jasną, uśmiechniętą.

W szmaragd się każde ustroiło z drzew
I w woń najsłodszą i w najbielsze kwiaty
Wiatru w gałęziach delikatny wiew
Śpiewa kochania słodkie poematy.

Jeszcze przed żarem nie uciekam w cień,
Ni ogniem z nieba pierś jest przepalona.
Wiotką ruń łanów czar wiosennych tchnień
Ku słońcu podniósł z pulchnej ziemi łona.

Za rok wiosenne czary wrócą znów:
Słońce zaświeci i słowik zanuci,
Akacja kwitnąć będzie i krzak bzów,
Jeno się człowiek zmieni i nie wróci.

Matura

Już był z polskiego pisemny egzamin,
Matematycznych minął ciężar zadań.
Każda córeczka, każdy synek mamin
Nie je obiadów i nie jada śniadań,
Lecz się o byle co gniewa i wścieka,
Bo egzamin ustny jeszcze czeka.

I będzie jeszcze historia, fizyka,
Obce języki po martwej łacinie,
Tak to się szkoła z rąk młodych wymyka
I wkrótce piękne życie szkolne minie.
A młodość sądzi, że cały świat zmieni
Kiedy poczuje maturę w kieszeni.

Młodość: algebra, ćwiczenia, matura,
Młodość: humoru złotem kute skrzynie,
Cudowna młodość, gdzie najsroższa chmura
W tym, że się uczeń zetnie w egzaminie
Jeśli nie przyjdą pomoce sekretne:
A ja, mój Boże, ja się już nie zetnę.

Modlitwa

Boże, coś karał nas wiek cały srodze
I niewolników stwarzał pokolenia,
Coś ciernie sypał na męczeństwa drodze
I żyć nam kazał bez Polski istnienia,
Że to nie były wiekuiste męki,
Przyjm, o Przedwieczny, z serc płynące dzięki.

W nawach Twych świątyń płoną jasne znicze;
Już ich nie zgasi nigdy naród wraży,
Ni we łzach tonąć nie będzie oblicze;
Bez skarg idziemy do Twoich ołtarzy.
Za to, żeś zgoił wciąż krwawiące rany,
Dzięki Ci dzięki, o, Panie nad Pany!

Słońce wolności na kopule świata
W burzach niewoli okrutnej nie kona.
Niechże nie gasi go nam ręka brata,
Gdy ręka wroga opadła zemdlona.
Byśmy nie zeszli dzisiaj na bezdroże,
Spraw to, o, Panie Nasz, Przedwieczny Boże.

Moja Przyjaciółka

Nim światło zgaśnie w wieczory zimowe,
A sen u progu sypialni nie stoi,
W ciszy urocznej wychylam swą głowę,
By spojrzeć w oczy przyjaciółki mojej.

Oczy ma cudne, w których troskę topię...
W oczach tych żarzą się błyski ekstazy,
Lub przebiegają jak w kalejdoskopie
Skąpane w słońcu i tęczy obrazy.

To mi przynosi zmarłych czasów echa
Nabrzmiałe chwałą, jak rycerska zbroja,
To znów się mądrze w zadumie uśmiecha
Dobra, serdeczna przyjaciółka moja.

I nigdy ze mną się o nic nie wadzi,
Nie ma przede mną żadnej tajemnicy
I nigdy nigdzie z nikim mnie nie zdradzi,
Siedząc na tronie uczuć powiernicy.

A gdy w swe dłonie wezmę cudne sploty,
Ona do duszy najgłębiej zagląda
I w tej niezwykłej godzinie pieszczoty
Wszystko oddaje, nic w zamian nie żąda.

Na zawołanie gorliwie się stawia...
Kształt jej otwiera mi błękitna wstążka.
I nigdy pieszczot mi swych nie odmawia
Moja najmilsza przyjaciółka - książka.

Mróz

Do mrocznych lasów, na ten łan
Przyjechał wczoraj srogi pan
I ostrzem igieł bije w twarze.
Siwą ma brodę, siwą brew,
Łzy w perły zmieni, ścina krew,
Na szybach rzeźbi w noc witraże.

Ostatnią trawę z ziemi zmiótł,
Wśród sopli lodu, wśród tych grudzień
W wichrze usłyszę głos rozpaczy.
Lecz gdy kto inny zajmie tron,
Stopnieją śniegi, zniknie szron
I przecież będzie znów inaczej.

Przez mroczne lasy, przez ten łan
Jedzie tak długo srogi pan
Aż słońce będzie znów łaskawsze.
--------------------------------------------
Przyjechał groźny mocarz mróz,
Lodem w człowieka piersi wrósł
I został władcą tam na zawsze.