Minionej niedzieli książę Santa Maura był przedstawiony na dworze; wieczorem tegoż dnia odbył się bal dworski. Książę ma szlachetną postawę i tańczy z wdziękiem; ponadto widziano go tam po raz pierwszy i przede wszystkim z tej ostatniej przyczyny ściągnął na siebie uwagę najpiękniejszych dam. Wszystkie zdawały się oczekiwać jego hołdów. Książę złożył je naprzód dumnej Beacie, która odpowiedziała mu wyniosłym lekceważeniem. Żalił się na to wobec kilku dworzan i pozwolił sobie nawet na żarty z nie-przystępności hiszpańskich dam.
Tego jeszcze wieczoru paź udając, że podaje limoniadę, wsunął mu w rękę list, zawierający te tylko słowa: "Nie trać odwagi!". List był niepodpisany, natomiast dołączony był do niego kawałek zielono-liliowej wstążki; barwy te należały w tym dniu do Beaty. Jednocześnie uwiadomiono ową damę, że signor neapolitański żali się na lekceważące przyjęcie. Księżniczka w obawie, iż posądzą ją o ponure usposobienie, obdarzyła księcia Santa Maura kilku grzecznymi słowami. Odtąd neapolitańczyk nie wątpił już, że wstążka w liście zastępowała podpis. Był z siebie ogromnie zadowolony, a dotychczasowe zamiary, które w dniu przybycia do Madrytu zdawały mu się nader ponętne, straciły w jego oczach na wartości.
Nazajutrz, spożywając śniadanie ze swym teściem, książę Santa Maura zapytał go o księżniczkę Avila. Moro odrzekł, iż dama ta, odebrawszy wychowanie we Flandrii, żywi pewną niechęć do Hiszpanii i Hiszpanów. Tym przynajmniej tłumaczył sobie jej bezprzykładną dumę i zamysł niewstępowania w związki małżeńskie. Moro przypuszczał, że wybór księżniczki Beaty padnie zapewne na jakiegoś cudzoziemca. Zacny bankier, nic o tym nie wiedząc, przykładał się swoimi słowami do zniweczenia zamiarów małżeńskich, które mu przecież mocno leżały na sercu. W istocie książę Santa Maura osądził, że posiada dowody dostatecznie przekonywające, iż Beata daje pierwszeństwo cudzoziemcom przed Hiszpanami.
Tegoż ranka książę Santa Maura otrzymał kartę, złożoną jak list, ale zawierającą tylko kawałek pomarańczowo-fioletowej wstążki. Wieczorem w operze ujrzał księżniczkę przystrojoną kokardami tego samego wzoru.
- Przypuszczam, senor uliczniku - dorzucił Busqueros - że wystarczy ci sprytu na przeniknięcie węzła tej intrygi. Dowiedz się, że ochmistrzyni księżniczki jest mi nader przychylna i każdego ranka otrzymuję od niej próbkę wstążki, w którą jej pani ma się w tym dniu przystroić. Pakiet, który odniosłeś dziś rano, zawierał wstążkę i wiadomość o spotkaniu u ambasadora Francji; Beata zwróci tam z pewnością uwagę na księcia, gdyż wiele jest o nim mowy w liście, jaki dziś rano otrzymała od księżny Osuna, córki wicekróla Neapolu. Niepodobna, żeby ze sobą nie rozmawiali, a rozmowa ich nie ujdzie mojej uwagi, ambasador Francji bowiem pozwolił mi przychodzić do siebie na przyjęcia.
Prawdę mówiąc, nie zaliczam się do najznakomitszych jego gości, ale dzięki niebu mam niezły słuch i z łatwością słyszę, o czym ludzie rozmawiają w drugim końcu sali. Dziś nie będziesz mi już potrzebny. Zapewne mocno zgłodniałeś, nie wzbraniam ci więc iść sobie na obiad.
Poszedłem do kawalera Toledo. Zastałem u niego panią Uscariz. Kawaler odesłał służących i polecił ml usługiwać do stołu. Kiedy na koniec damy oddaliły się, powiedziałem mu o intrydze uknutej przez Busquera, zamierzającego poróżnić księcia Santa Maura z rodziną Moro. Ubawiło go to i przyrzekł nam pomóc; mając takiego sprzymierzeńca nie sposób już było wątpić w powodzenie zamiarów Busquera.
Kawaler Toledo należał do najznakomitszych gości ambasadora Francji. Nawiązał rozmowę z dumną Beatą, ale ta odpowiadała mu ze zwykłą wyniosłością. Wszelako kawaler był urzekająco miły i wnet wprawił księżniczkę w wesołe usposobienie. Wówczas zaczął jej mówić o księciu Santa Maura. Beata okazała chęć bliższego poznania neapolitańczyka, a nawet ożywiła się przy tym nieco bardziej niż zwykle. Kilku dworzan powinszowało księciu Santa Maura tak świetnego tryumfu; ich słowa dopełniły jego pomieszania. Stracił do reszty głowę: w duszy widział się już małżonkiem Beaty. Wróciwszy do domu obliczył, o ile dziedzictwo Avilów przewyższa posag Inezy Moro, i od tej chwili zaczął odnosić się do rodziny Moro z nie tajonym lekceważeniem.
Nazajutrz kawaler Toledo przyzwał do siebie Busquera, który poczytał to sobie za wielki zaszczyt. Postanowiono napisać list imieniem Beaty, ale zamiast podpisu dołączyć tylko kawałek wstążki; nikt nie miał skrupułów z powodu takiego oszustwa. Treść listu była nader zagadkowa: nie dopowiadał myśli do końca, przewidywał wiele trudności, na koniec naznaczał spotkanie u księcia Icaz. Księciu Santa Maura nie brakło dowcipu, za całą odpowiedź więc, jak można domyślić się, przybył punktualnie na spotkanie. Tym razem Beata znów była dumna i nieprzystępna, czym z łatwością mogłaby pokrzyżować nasze zamiary, ale kawaler poufnie zwierzył się księciu Santa Maura, iż księżniczka miała ze swym ojcem gwałtowną sprzeczkę, gdyż ten wszelkimi sposobami stara się wydać ją za Hiszpana. Santa Maura uwierzył, że jest kochany, i źródła tej radości nic odtąd nie zdołałoby zmącić.
Prowadziliśmy dalej naszą korespondencję z łatwowiernym neapolitańczykiem. Mniemane listy Beaty stawały się z dnia na dzień bardziej wymowne, na koniec pozwalały domyślać się bliskiego rozstrzygnięcia. Zarazem jednak wyrażały zdziwienie, że książę Santa Maura wciąż jeszcze mieszka w domu rodziny Moro. On sam od dawna chciał zerwać tę znajomość, ale nie wiedział, jak to uczynić.
Pewnego dnia zamiast zwykłego listu książę Santa Maura otrzymał długi wiersz zatytułowany: "Satyra na grandów, którzy popełniają mezalianse". Zaczynał się w te słowa:
O robaki, w Paktolu wylęgnięte bagnie,
Wzbijające się w sferę Eola gromadnie!
Sięgnąć nieba krainy pragniecie daremno
I z najczystszą krwią bogów zmieszać krew nikczemną!
Czyż uleciał wam z myśli los zuchwalca srogi,
Co fałszywym piorunem naśladował bogi?
Salmon, strącon z rydwanu, zginął w strasznej męce,
Gdy się ważył Jowisza ogień ująć w ręce.
Satyra, jak widać, godziła nie tyle w grandów, popełniających mezalianse, co w bogaczów, którzy dążyli do wysokich związków. Utwór ten nie był ani zły, ani dobry, jak wszystko, co wychodziło spod pióra Agudeza, sprawił jednak oczekiwany skutek.
Książę Santa Maura z satysfakcją odczytał satyrę podczas obiadu wobec całej rodziny Moro. Gdy wszyscy z oburzeniem powstali od stołu i przeszli do drugiego pokoju, książę, nie tracąc czasu na wyjaśnienia, polecił zaprząc konie i jeszcze tego dnia przeniósł się do gospody. Nazajutrz wydarzenie to było na ustach wszystkich mieszkańców stolicy. Mniemana Beata napisała list znacznie bardziej czuły od poprzednich, do-zwalając w nim księciu Santa Maura formalnie oświadczyć się o jej rękę. Książę uczynił to; ojciec Beaty odrzucił jego oświadczyny i nawet nie wspomniał o nich córce. Oszczędził przez to neapolitańczykowi wstydu i zmniejszył jego żal za odtrąconą Inezą.
Należało teraz pojednać Suarezów z rodziną Moro. Odbyło się to w sposób następujący: Gaspar Suarez, rozgniewany na syna, przez dłuższy czas krokiem nie ruszał się z gospody; na koniec postanowił wyjść na miasto. Dla rozrywki udał się do sklepu kupca win, w pobliżu Bramy Słońca. Zobaczywszy przy jednym ze stołów kilku ludzi żywo rozprawiających ze sobą. przysiadł się do nich i z przyjemnością przysłuchiwał się rozmowie, wcale się do niej nie mieszając. Postępowanie takie, niezbyt grzeczne, świadczyło, że nie ma w Madrycie nikogo znajomego. Pewnego dnia Suarez przysiadł się do dwóch mężczyzn; jeden z nich odezwał się do drugiego w te słowa:
- Utrzymuję, senor, że żaden dom handlowy w Hiszpanii nie dorównuje domowi braci Moro. Jestem tego pewien, ponieważ przeglądałem księgi handlowe braci Moro, sięgające roku 1580, i spis wszystkich transakcji, jakich dokonali od stu lat.
- Senor - odpowiedział drugi z rozmawiających - przyznasz zapewne, że Kadyks jest miastem ważniejszym od Madrytu i że handel z Nowym Światem nastręcza okazję do interesów znacznie korzystniejszych niż drobne obroty srebrem, dokonywane w stolicy. Stąd też dom Suarezów, pierwszy w Kadyksie, więcej jest godzien szacunku niż dom braci Moro, pierwszy w Madrycie.
Ponieważ zostało to powiedziane nader głośno, liczni goście, próżnujący przy stołach, przysiedli się do obu rozmawiających. Suarez, ciekawy dalszego ciągu rozmowy, przysunął się do ściany, by lepiej słyszeć, a zarazem nie być zbytnio na widoku.
Natenczas pierwszy rozmówca, jeszcze bardziej podnosząc głos, rzekł:
- Senor, miałem zaszczyt powiedzieć ci, że widziałem księgi domu braci Moro, sięgające roku 1580; znam również historię Suarezów. Ińigo, ten sam, który przebywszy wiele mórz, założył dom handlowy w Kadyksie, ośmielił się w roku 1602 wystawić braciom Moro weksel bez pokrycia. Takie postępowanie mogło zgubić powstający dom handlowy, gdyby bracia Moro wspaniałomyślnie nie umorzyli tej sprawy.
Suarez, pełen oburzenia, już miał mu zaprzeczyć, ale mówca ciągnął dalej w te słowa:
- Około roku 1612, a także w latach następnych Suarezowie puszczali w obieg sztaby o wartości nierównej, jakkolwiek cechowali je tą samą próbą. Bracia Moro przeprowadzili publiczną kontrolę i znów okazali wspaniałomyślność, tuszując sprawę, która mogłaby doprowadzić do upadku dcm Suarezów.
Suarez z trudnością powściągał oburzenie; tymczasem nieznajomy tak dalej mówił:
- Mało tego. Gaspar Suarez, który nie posiadając dostatecznych funduszów, prowadził handel z Wyspami Filipińskimi, zdołał pozyskać zaufanie wuja rodziny Moro, od którego pożyczył milion. I żeby odebrać ten milion, dom braci Moro musiał wytoczyć proces, który, być może, jeszcze się nie zakończył.
Gaspar Suarez nie panował już nad sobą i bez wątpienia byłby wybuchnął gniewem, gdy wtem jakiś nieznajomy, zwracając się do obrońcy braci Moro, rzekł:
- Senor, oświadczam ci, że we wszystkim, co powiedziałeś, nie ma słowa prawdy. Weksel wystawiony przez Ińiga Suareza miał pokrycie w Antwerpii i bracia Moro nie mieli prawa przedstawiać go do protestu. Ich list z usprawiedliwieniami zachował się w kantorze Suarezów, gdzie istnieje także drugi list w podobnym tonie, odnoszący się do sztab, o których wspomniałeś. Wreszcie, przedstawiony przez ciebie w błędnym świetle proces został w rzeczywistości wytoczony przez Suareza braciom Moro, by zmusić ich do odbioru bynajmniej nie pożyczonego miliona, ale dwóch milionów czystego zysku, osiągniętego z ostatniej wyprawy do Filipin. Twój rozmówca miał więc słuszność, nazywając Suarezów pierwszymi negocjan-tami w Hiszpanii; jest to tak samo niezaprzeczalne, jak to, że ty, senor, jesteś gadułą, który plecie, co mu ślina na język przyniesie.
Poplecznik rodziny Moro z oznakami tchórzliwego pomieszania opuścił sklep. Gaspar Suarez poczuł się w obowiązku wyrazić wdzięczność swemu obrońcy;
zbliżył się doń co prędzej i zaproponował mu przechadzkę po Prado, na co nieznajomy wyraził zgodę. Gdy usiedli na jednej z ławek, Suarez zwrócił się do swego nowego przyjaciela, mówiąc:
- Senor, przemowa twoja nieskończenie mnie zobowiązała, co z łatwością pojmiesz dowiedziawszy się, ze jestem Gasparem Suarezem, naczelnikiem domu, którego tak dzielnie broniłeś przeciwko nikczemnemu potwarcy. Mogłem przy tym ocenić, że znakomicie rozeznajesz się w życiu handlowym Kadyksu, zwłaszcza zaś na wylot znasz historię mojego domu. Nie zaprzeczysz, że jesteś wytrawnym negocjantem; powiedz mi więc, proszę, twoje nazwisko.
Człowiekiem, do którego w te słowa zwrócił się Suarez, był Busqueros. Sądził on, że powinien raczej zataić swe prawdziwe nazwisko, i odparł, że nazywa się Roque Moraredo.
- Wybacz, senor Moraredo - rzekł Suarez - ale nazwisko twoje nie wydaje mi się zbyt znane w sferach handlowych. Zapewne okoliczności nie pozwalały ci dotychczas próbować powodzenia w interesach, odpowiadających twoim zdolnościom. Ofiaruję ci udział w kilku moich przedsięwzięciach i żebyś nie wątpił w szczerość tych zamiarów, zwierzę ci się ze swoich kłopotów. Mam jedynego syna, w którym pokładałem wielkie nadzieje. Wyprawiłem go do Madrytu, przykazując zachowywać trzy następujące prawidła: po pierwsze, nazywać się po prostu "Suarez", nie zaś "don Suarez", po drugie, nie wdawać się ze szlachtą i po trzecie, nigdy nie dobywać szpady. Tymczasem, wyobraź sobie, senor, w gospodzie nazywają mego syna "don Lopezem Suarez", a jedynym człowiekiem, z którym Lopez zawarł znajomość w Madrycie, był szlachcic nazwiskiem Busqueros. Na dobitkę pojedynkował się z owym Busquerem i, co gorsza, został wyrzucony przez okno. Taka przygoda nie zdarzyła się nigdy żadnemu z Suarezów. Dla ukarania niewdzięcznego i nieposłusznego syna zamierzam się jak najprędzej ożenić. Jest to postanowienie nieodwołalne. Nie mam jeszcze czterdziestu lat, nikt przeto nie będzie mnie mógł potępić za zamysł wejścia w związki małżeńskie. Od mojej przyszłej żony wymagam tylko jednego, musi być mianowicie córką nieskazitelnie uczciwego negocjanta. Znasz Madryt, czy mogę więc spodziewać się, że posłużysz mi za przewodnika w poszukiwaniach?
- Znam, senor - odrzekł Busqueros - córko pewnego nader uczciwego negocjanta. Odtrąciła ona ofiarę ręki znakomitego szlachcica, ponieważ pragnie związać się z człowiekiem równego stanu. Ojciec jej w przystępie gniewu zażądał, aby dokonała wyboru męża w przeciągu tygodnia i niezwłocznie opuściła dom rodzicielski. Mówisz, senor. że masz czterdzieści lat, wyglądasz jednak najwyżej na trzydzieści. Udał się teraz do teatru de la Cruz, obejrzyj dwa akty Sitio de Granada, podczas trzeciego zaś przyjdę po ciebie.
Gaspar Suarez poszedł więc obejrzeć Sitio de Granada. Zanim skończył się drugi akt, zobaczył nadchodzącego Busquera. Nowy przyjaciel wyprowadził go z teatru i powiódł kołując przez liczne ulice i uliczki. Suarez chciał dowiedzieć się nazwiska panny, ale jego przewodnik uznał pytanie za niedelikatne i odparł, że owa panna pragnie zachować tajemnicę na wypadek, gdyby małżeństwo nie mogło dojść do skutku. Suarez uznał tę rację za dostateczną. Po długim krążeniu przybyli na dziedziniec jakiegoś dużego domu. przeszli przez stajnie i po mrocznych schodach dostali się do pustego pokoju, oświeconego zaledwie kilku kagankami. Po chwili nadeszły dwie damy w zasłonach i jedna z nich rzekła:
- Wierzaj mi, senor Suarezie, że przyczyna mojego postępowania nie jest zuchwałość, obca mojemu sposobowi myślenia, ale próżna żądza zaszczytów mojego ojca, który pragnie wydać mnie za pewnego znakomitego szlachcica. Wielkie damy otrzymują bez wątpienia wychowanie stosowne do obyczajów świata, w którym pędzą życie: ale ja. cóż pocznę miedzy nimi? Świetność salonów zaćmiłaby zapewne słaby blask mojego umysłu, nie znalazłabym szczęścia na tym świecie i ściągnęłabym na siebie potępienie na tamtym. Postanowiłam poślubić negocjanta. Poważam nazwisko Suarezów i dlatego też chciałam zaznajomić się z tobą.
To mówiąc zdjęła z twarzy zasłonę. Suarez, olśniony jej pięknością, przyklęknęli, zdjął z palca kosztowny pierścień i wręczył go nieznajomej nie powiedziawszy ani słowa.
W tej chwili boczne drzwi pokoju rozwarły się z hałasem i ujrzano młodzieńca ze szpadą w ręce, w towarzystwie służących, którzy nieśli świeczniki.
- Widzę, senor Suarez - rzekł przybyły wchodząc do środka - że zamierzasz poślubić pannę Moro.
- Pannę Moro'? - zawołał Suarez. - Ależ ja wcale nie chcę poślubić panny Moro!
- Wyprowadźcie moją siostrę - rzekł na to młodzieniec. - Ciebie, senor Suarez, który zalecasz się do panny Moro, nie mając zamiaru się z nią ożenić, powinienem właściwie wyrzucić przez okno. Ponieważ jednak dbam o honor własnego domu, rozkażę odejść służącym, a wtedy policzymy się ze sobą.
Gdy służący oddalili się, młody Moro zwrócił się do Suareza, mówiąc:
- Senor, jest nas tu trzech. Don Busquera, który przyszedł razem z tobą, powinieneś przyjąć za świadka.
- Nie wiem, kogo nazywasz Busquerem - rzekł Suarez. - Jest tu tylko senor Moraredo.
- Mniejsza o to - odparł młody Moro. - Jesteś wprawdzie starszy ode mnie, ale jeśli możesz klękać przed moją siostrą, nie jesteś za stary, aby się ze mną pojedynkować. Dobądź więc szpady albo zmykaj przez okno.
Suarez, rzecz prosta, wolał wystąpić do walki. Ponieważ jednak nie lepiej znał się na szermierce od swego syna, wnet przeciwnik przeszył mu szpadą ramię. Na widok krwi miody Moro wycofał się. Busqueros przewiązał rannemu skaleczone ramię i zaprowadził go do chirurga, skąd, po opatrzeniu rany, obaj udali się do gospody.
Suarez natknął się tam na swego syna, którego właśnie przyniesiono na noszach. Widok ten poruszył go do głębi, ale w obawie, by nie zdradzić stanu swego serca, obrzucił Lopeza wymówkami.
- Synu - rzekł - zabroniłem ci zadawać się ze szlachcicami.
- Ach, mój ojcze - odparł Lopez - zadawałem się tylko z jednym; był to ten sam człowiek, którego teraz widzę obok ciebie. Zresztą zapewniam cię, że zostałem zniewolony do zawarcia tej znajomości.
- W każdym razie - powiedział Suarez - nie na-leżało się z nim pojedynkować. Zabroniłem ci przecież dobywać szpady.
- Nie zapominaj, senor - rzekł Busqueros - że jesteś ranny w ramię.
- Wszystko bym ci wybaczył - mówił dalej Suarez - gdyby nie to, że wyrzucono cię przez okno.
- Ta sama przykrość - przerwał Busqueros - mogła się i tobie, senor, przed chwilą przydarzyć.
Na te słowa Suarez zmieszał się gwałtownie. W tej samej chwili wręczono mu list zawarty w tych słowach:
Senor Gaspar Suarez!
Zwracam się do ciebie imieniem mego syna Estebana Moro z uniżoną prośbą o przebaczenie. Esteban widząc, że znajdujesz się w pokoju naszych stajennych z jego siostrą Inezą, sądził swoim obowiązkiem okazać ci niezadowolenie z twego postępowania.
Już poprzednio syn twój, Lopez Suarez, usilował wkraść się do Inezy przez okno, jednakże pomylił dom, spadł z wysokiej drabiny i połamał nogi.
Podobne usiłowania mogłyby nasunąć przypuszczenie, że zamyślacie zniesławić naszą rodzinę i byłbym w prawie dochodzić krzywdy drogą sądową; jednakże wolę zaofiarować ci następujący układ.
Toczy się miedzy nami proces o dwa miliony plastrów, które zdaniem twoim powinienem przyjąć. Przyjmę je więc, ale z warunkiem, ze dołożę do nich jeszcze dwa inne miliony i oddam je wszystkie razem twemu synowi wraz z ręką mojej córki Inezy.
Wyświadczył mi on nieoszacowaną przysługę, od-wodząc Inezę od zaślubienia granda, któremu przez karygodną próżność zamierzałem ją poświęcić.
Kara, senor Caspar Suarez, zawsze dorównuje winie. Twój syn, ubiegając się o rękę mojej córki, uczyniłby nam zaszczyt; wszelako wolał wkradać się do niej przez okno. Jego postępowanie było bez wątpienia skutkiem urazy, jaką żywisz do nas od półwiecza, a której przyczyną były omyłki buchalterów, naprawione przez nas w miarę naszych możności.
Porzuć, senor Gaspar, uczucia, które grzeszą przeciwko miłosierdziu chrześcijańskiemu i mogą przywieść do zguby na tym i na tamtym świecie.
Proszę cię o to jako przyszły teść twego syna, a twój uniżony sługa. Moro
Dokończywszy czytania listu Suarez osunął się na krzesło miotany sprzecznymi uczuciami, które zdawały się walczyć ze sobą w jego sercu.
Lopez, spostrzegłszy stan uczuć ojca, dobył całych swych sił i doznając przejmującego bólu, rzucił się ze swych noszy do kolan Suareza.
- Lopezie - zawołał Gaspar - czemuż wybrałeś właśnie pannę Moro?
- Przypomnij sobie - przerwał Busqueros - że sam klęczałeś u jej kolan.
- Przebaczam ci - rzekł Gaspar.
Nietrudno domyślić się dalszego ciągu tej historii. Lopez został jeszcze tegoż wieczoru przeniesiony do swego przyszłego teścia. Starania Inezy znacznie przyśpieszyły jego powrót do zdrowia. Gaspar Suarez nie mógł mimo wszystko pozbyć się swych uprzedzeń do rodziny Moro i po ślubie syna, nie zwlekajcie, powrócił do Kadyksu.
Lopez już od piętnastu dni był szczęśliwym małżonkiem Inezy. Wkrótce miał ją zawieść do Kadyksu, gdzie Gaspar Suarez niecierpliwie ich oczekiwał.
Busqueros, dokonawszy tego ważnego przedsięwzięcia, powziął nowe zamiary, które mocno mu leżały na sercu. Zamyślił wydać swoją krewną Getę Salez za mojego ojca; piękna Geta zajmowała już dom z drugiej strony uliczki. Postanowiłem nie dopuścić do tego małżeństwa.
Najpierw udałem się do szanownego teatyna fra Geronimo Santez, ale ten stanowczo odmówił swej pomocy utrzymując, że zakonnik nie powinien wdawać się w sprawy światowe, i że wtedy tylko miesza się do spraw rodziny, gdy chodzi o pogodzenie zwaśnionych lub zapobieżenie zgorszeniu, o wszystkich zaś wypadkach innego rodzaju wcale nie chce słyszeć.
Oddany własnym moim środkom, chciałem zwierzyć się kawalerowi, ale wtedy musiałbym powiedzieć, mu, kim jestem, czego w żaden sposób nie mogłem uczynić. Tymczasem więc zadowoliłem się tym, żeby Busquera bardziej związać z kawalerem Toledo. Ostrzegłem zarazem kawalera przed jogo skłonnością do natręctwa.